Augustine spojrzał na chłopca, jakby zobaczył ducha. Świat wokół niego zwęził się do cienkich palców, które wciąż drżały na klawiszach, i do tego małego, ciemnego znamienia na nadgarstku – dokładnej repliki tego, które całował tyle razy przed „dobranoc”, tyle lat temu. Wyciągnął rękę, ale nie dotknął dziecka, jakby bał się, że wizja się rozwieje.
„Jak masz na imię?” jego głos załamał się, tracąc swoją zwykłą stanow
Lukacs wzruszył ramionami, jego bose stopy niezgrabnie drapały błyszczącą podłogę.
— Nikt, proszę pana. Słuchałem tylko. Kiedy tu grają. I… czasami zostawiają otwarte okno w kącie szkoły muzycznej. Staję pod nim. Obserwuję.
W pokoju rozległ się stłumiony szept. Ktoś kaszlnął. Patricia stała nieco dalej, blada, z zaciśniętymi wąskimi ustami.
Następny