— Zapach gotowanej kukurydzy. I… głos. Głos, który krzyczał „Matei!”.
Łyżka znowu wypadła mu z ręki.
Elena przestała płakać. Trzęsła się.
— Matei — powiedziała powoli. — Tak masz na imię. Tak cię nazywam od dwudziestu lat.
Andriej stał nieruchomo.
— Co mówisz?
Następny