Aby przeżyć, podjęła pracę jako gosposia, nie przypuszczając, że stara blizna na dłoni jej milionera-pracodawcy ujawni cud, o którym płakała przez 20 lat.

Łyżka wypadła mu z ręki.

— Zrobiłaś sobie krzywdę? — zapytała cicho.

Andriej spojrzał na bliznę niemal nieobecnym wzrokiem.

— Mam ją od dziecka. Z tego, co mówili mi rodzice… Znaleziono mnie, jak błąkałam się w pobliżu targu. Podobno skaleczyłam się o zardzewiałą blachę. Nie mam żadnych wyraźnych wspomnień. Tylko… hałas. Muzyka. Mnóstwo ludzi.

Serce Eleny zaczęło bić tak głośno, że wydawało jej się, że słychać je w całej kuchni.

— Targ? — wyszeptała.

— Tak. Na obrzeżach miasta. Miałam jakieś trzy lata.

 

Następny